Owoce

Owoce

niedziela, 15 czerwca 2014

[127] Kasza bulgur

Moje odkrycie roku 2014.

Bulgur - kasza, nie kasza. 
Bulgur to pszenica, odmiana durum najczęściej.
Ziarna są łuskane, rozdrabniane (na kryształki różnej wielkości - coś jak w kaszy jęczmiennej), gotowane, a następnie suszone.

Bulgur to taki niedokończony kuskus.
Gdyby te ziarenka namoczyć w mleku, a potem oblepić mąką, powstanie tradycyjny kuskus.
Ja tego cuda nie lubię, właśnie przez ten końcowy proces produkcyjny. Nie pasuje mi ten charakterystyczny smak.

Bulgur wygląda jak taki jasny cukier trzcinowy.
Trudno go dostać. Ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Wcześniej nie dotykałam tej kaszy, ale trafiłam na wersję ekologiczną i postanowiłam spróbować.


Bulgur jest pyszny!
A poza tym - to jedyna kasza, jaką mój syn lubi i może jeść samą, ręką, prosto z garnka. :)

Ja kupuję bulgur EkoWital.
Ale można znaleźć inne dobre. Np. BioLife.
Cena ok. 7zł za 500g.
 

Bulgur zastępuje mi jaglankę, gdy mam jej chwilowo po uszy. ;)
Zjadam go na śniadanie, na zmianę z kaszą jaglaną i płatkami orkiszowymi.
Ale też z warzywami, na obiad albo kolację.
Nadaje się do sosów i mięs.
Jest uniwersalny.

Radzę spróbować.
Tym bardziej, że bardzo prosto się gotuje.
Zalewam go podwójną ilością wody (na filiżankę kaszy, dwie filiżanki wody), płucząc wcześniej szybciutko, dorzucam łyżeczkę masła albo oleju kokosowego i gotuję chwilę.
Gdy większość wody zniknie, przykrywam, czekam jeszcze minutę, wyłączam gaz i do wyra. :D
Jeśli ma być na śniadanie, robię to wieczorem.
Jeśli na obiad - rano.
Zapominam, robię inne rzeczy, a potem tylko wyjmuję z garnuszka.

Bulgur jest bardzo popularny w kuchni tureckiej.
Jest o wiele pożywniejszy od kuskusu czy ryżu. Ma więcej błonnika, witamin (z grupy B) i soli mineralnych.

Drobnego bulguru nie trzeba gotować, wystarczy zalać wrzątkiem i odstawić.

Smacznego!

9 komentarzy:

  1. Ostatnio przeglądając kasze na półce pewnego sklepu, trafilam własnie na bulgur i stwierdziłam: o rety, nie znam tego! Postanowiłam poszukać czegoś w necie, ale nazwa uleciała mi z pamięci, więc dziękuję za ten wpis. Pewnie zakupię, bo choć to nie kasza, to jednak kasza:)))) a kaszy nigdy a wiele, pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj proszę znać, czy smakowała. :)

      Usuń
  2. ja w życiu takiej kaszy nie widziałam ,szok
    Ale zerknę przy okazji w sklepie ,przemawia do mnie to,że nie trzeba gotować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej drobnej.
      Ja średnią gotuję, chwilę.
      Grubą to już trzeba koniecznie.

      Usuń
  3. dzisiaj wlasnie widzialam na polce w sklepie i od razu pomyslalam, ze najpierw poczekam na wpis i jest! lece kupowac jutro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie nie jestem zbyt blisko z pszenicą, ale robię wyjątek dla bulguru. :D

      Usuń
  4. Znam tę kaszę od jakiegoś czasu. Dawno, dawno temu, za panieńskich czasów, czyli jak mieszkałam jeszcze we Wro. jadałam kebaby w takiej sieci, której nazwy nie pomnę, ale tam zawsze Turcy (albo ludzie gdzieś z tych okolic) sprzedawali. I tam oprócz kebabu z frytkami i czym tam jeszcze, można było zamówić jakieś dania z kaszą bulgur. Raz a może więcej kupiłam i uznałam, że dobre. A potem się dowiedziałam, że to też pszenica, a tej już wówczas miałam dość. A teraz zupełnie pszenicę - jakąkolwiek wykreśliłam z diety. Ale - gdybym dla bulguru postanowiła zrobić wyjątek, to wiem gdzie w Toruniu ją kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie robię wyjątek. :) Czasem, gdy mi jagła uszami wychodzi. :D

      Usuń
    2. Gdzie w Toruniu można kupić tę kaszę?

      Usuń

Bardzo proszę nie zapraszać i nie "wyróżniać" mnie żadnymi łańcuszkami.
Dziękuję.